Menu Zamknij

Miejscy drogowcy mieli do wyboru: miesiącami zwlekać z otwarciem gotowego wiaduktu na ul. Marsa w oczekiwaniu na wyrok sądu albo puścić ruch bez wymaganych pozwoleń. Postawili na wygodę kierowców, więc zapłacą za wiadukt na Marsa 130 tys. zł kary

To sytuacja bez precedensu. Zwykle nowe odcinki dróg czekają na dopuszczenie do ruchu przez wiele tygodni. W tym czasie urzędnicy gromadzą komplet dokumentów, by nadzór budowlany przeprowadził odbiory i przystawił parafkę. Ta biurokracja złości kierowców, którzy stojąc w korkach, patrzą na pustą jezdnię obok.Ulica Marsa słynie zaś z tego, że jest zablokowana ciągle i od wielu lat. To fragment miejskiej obwodnicy między Gocławkiem a Rembertowem na przedłużeniu Trasy Siekierkowskiej. „Kierowcy jeżdżą już dwoma wiaduktami nad torami kolejowymi. Stara przeprawa została zamknięta i zostanie rozebrana” – ogłosiła na Facebooku prezydent miasta Hanna Gronkiewicz-Waltz w piątek, natychmiast po nielegalnym otwarciu nowego przejazdu.

Kilkanaście miesięcy opóźnienia – wiadukt na Marsawiadukt na Marsa

Przebudowę tego 900-metrowego odcinka Zarząd Miejskich Inwestycji Drogowych prowadzi od końca 2010 r. Opóźnienie sięga już blisko 15 miesięcy. Największy problem to teraz spór o ekrany akustyczne. Nie chcą ich przedsiębiorcy, którzy mają wzdłuż ulicy warsztaty i hurtownie. Zabezpieczeń przed hałasem domagają się jednak okoliczni mieszkańcy.

Miasto było skłonne skrócić ścianę ekranów z 600 do 520 m albo zamontować panele pełne na przemian z przezroczystymi. Pozwalają na to złagodzone niedawno normy hałasu. Przedsiębiorcy odwołali się jednak do Naczelnego Sądu Administracyjnego, a ten w kwietniu nakazał wstrzymanie prac przy ekranach aż do ostatecznej rozprawy. Do tej pory nie wyznaczono jednak jej terminu.

ZMID skupił się więc na pozostałych pracach przy nowym wiadukcie na Marsa. Powstały nasypy, ułożono nawierzchnię i na początku września było tam już wszystko oprócz ekranów. A ich brak dla nadzoru budowlanego oznacza, że inwestycja jest niedokończona i nie można wydać pozwolenia na użytkowanie wiaduktu. Drogowcy znaleźli sposób i na to. Zamówili w Instytucie Badawczym Dróg i Mostów ekspertyzę, która wykazała, że dotychczasowy przejazd nad torami PKP grozi katastrofą budowlaną. „Stanowi niebezpieczeństwo dla zdrowia lub życia ludzi” – poinformował ZMID i zamknął starą estakadę. Zaraz też zaczęła się jego rozbiórka.

„Przysługuje nam odwołanie”

Na miejsce ruszyli inspektorzy wojewódzkiego nadzoru budowlanego. Dokumentowali, że samochody jeżdżą nowym wiaduktem, który nie został dopuszczony do ruchu. Wczoraj Ivetta Biały, rzeczniczka wojewody, poinformowała nas, że „oględziny są już zakończone i z automatu będzie naliczona kara”. ZMID ma zapłacić blisko 130 tys. zł. Wartość całej budowy wynosi 71 mln zł.

Co na to ZMID? – Nie mieliśmy innego ruchu. Jak by to było, gdybyśmy zamknęli stary wiadukt na Marsa, a obok stałby nowy nieużywany? – pyta Małgorzata Gajewska, rzeczniczka miejskich drogowców.

Ich zapobiegliwość to dla kierowców duża niespodzianka, bo w przypadku poprzednich odcinków ul. Marsa nie działali tak ekspresowo. Pierwszy wiadukt zbudowany w stronę Gocławka przeszedł próby obciążeniowe w połowie grudnia 2012 r., a samochody pojechały nim dopiero miesiąc później. Fragment jezdni od ul. Żołnierskiej do Chełmżyńskiej czekał na otwarcie pięć tygodni. ZMID twierdził, że brakuje mu pozwolenia na użytkowanie tego odcinka. Na początku lipca drogowcy uznali jednak, że znaleźli się w klinczu prawnym, a przejazd należy otworzyć ze względów społecznych. Wtedy udało im się uniknąć kary.

Teraz nie zamierzają od razu płacić. – Przysługuje nam odwołanie do głównego inspektora nadzoru budowlanego – mówi Małgorzata Gajewska. – Skorzystamy z tej możliwości.

źródło

www.gazeta.pl

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *